W życiu wegetarianina (polaka), czasami (często?) bywa tak, że musi wyruszyć za granicę, na tzw. „zachód”, by móc kupić coś więcej niż tylko „tekturki” sojowe i parówki. Więc i ja – z żoną – i trojgiem przyjaciół udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczo-kulinarną.
Zakupy udane, jedzenia na 2 miesiące, wrażenia na dłużej pozostaną.
Ostatnie zdjęcie, ze specjalną dedykacją dla kolegi z pracy :)







by Andrzej Rudiak
2 comments
link to this post email a friend